sobota, 30 stycznia 2010

Tusk (nie) na Prezydenta!

Odetchnąłem z ulgą.
Donaldinio nie zdecydował się na kandydowanie w tegorocznych wyborach prezydenckich. Mam wrażenie, że jakoś tak się dzieje w krótkiej historii 'demokracji' w Polsce, że ex-prezydenci odchodzą szybko w niełaskę.
O Wałęsie mówiło się, że po zawodówce, więc nie potrafił nas reprezentować na arenie międzynarodowej i że ciężko mu się nawet w ojczystym języku mówiło; wiadomo, że pierwszemu Prezydentowi się wybacza, bo to w końcu my wybraliśmy go w pierwszych demokratycznych wyborach; w pełnym spontanicznej radości pospolitym ruszeniu, ale niejeden drze łacha po kątach z jego powiedzeń.
Kwachu mimo, że wykształcony (ale jak mawia Staszek "studiów nie skończyłem") i na salonach potrafił się zachować to zaprawiony w boju i nauczony, zgodnie z tradycjami zimnej wojny, grzać się domowymi sposobami lubił walnąć kielicha i etykietka gotowa...
O Tym Co Ukradł Księżyc nie wspomnę, bo musiałbym napisać historie polskich kawałów ostatniego pięciolecia... Zabawne, swoją drogą, jak bardzo wzrost człowieka jest odwrotnie proporcjonalny do jego wrażliwości na dowcip.
Ludzie od Public Relations (zaczytałem gdzieś słowo piarowcy - strasznie głupie) i inni mędrcy pewnie zasugerowali Donaldiniemu, że lepiej w młodym wieku jeszcze tego osiągnięcia nie dopisywać do listy, na wypadek, gdyby się ciepła posadka w jakiejś organizacji międzynarodowej miała w niedalekiej przyszłości nadarzyć. Nie wiadomo jak to w końcu będzie w przyszłości z emeryturą prezydencką (skoro 'kombatantom' dodatki już nawet zabierają), więc lepiej zadbać o dodatkowe źródło dochodu na starość zawczasu, bo później może się okazać że nie ma się czym chwalić;)
Zmienił się kurs Dolara w stosunku do Euro i Funta Brytyjskiego, a Świat ma miękko i kreci się dalej.

Pozdrawiam

Zenon